|
Parę słów wstępu: Dwie prawdy uniwersalne dla wszystkich, którzy grają/chcą grać ITM (irlandzką muzykę tradycyjną): 1. ITM to trudna i wymagająca sztuka, która tylko w nutach wygląda na łatwą - wygląda tak, bo prosty zapis nutowy w niewielkim stopniu ilustruje to, co jest w niej ważne i niemal wcale nie oddaje tego, co w niej absolutnie najważniejsze. Jakikolwiek nie-audiofoniczny sposób zapisywania ITM należy traktować pomocniczo, jako narzędzie wspomagające pamięć, a zapisaną postać danego utworu jako jedną z wersji, której nie należy się kurczowo trzymać. „Grasz jak z nut” w przypadku ITM nie brzmi jak komplement. 2. Nawet mistrzowskie opanowanie jakiegokolwiek instrumentu nie jest tożsame z prawidłowym graniem tradycyjnej muzyki irlandzkiej. Oprócz nauki instrumentu niezbędna jest nauka stylu, w dużej mierze polegająca na solidnym osłuchaniu z ITM w dobrych wykonaniach. Nic lepiej nie uświadomi nam, co jest w tej muzyce ważne, stylowe, pożądane, a co obce i niewłaściwe. Słuchajmy jak najwięcej, w miarę możliwości tych bardziej tradycyjnych wykonań - zapewni nam to solidne podstawy. Dopiero po opanowaniu tychże możemy mówić o kształtowaniu własnego stylu. Jak zacząć grać? Po pierwsze - zdobyć dobry instrument, po drugie - wydobyć z niego dźwięk i opanować to na tyle, żeby udawało się to za każdym razem. Aby sobie to na początku ułatwić, dźwięk trzeba atakować miękko, nie tak zdecydowanie jak na whistlu czy flecie prostym, ale raczej jakbyśmy mówili „Ha” albo „Fa” (nie „Ta”,czy „Da”). W następnej kolejności radziłbym grać długie, pojedyncze dźwięki na różnych wysokościach, zaczynając od środkowych rejestrów. Należy dążyć do tego żeby każdy dźwięk pozostawał możliwie długo na jednej (właściwej) wysokości - intonacja to dość konkretny problem na tym instrumencie. Skupiajmy się raczej na barwie, intonacji a nie na głośności. Zauważmy jak zmienia się dźwięk, gdy "obniżamy gardło" (jak przy ziewaniu), gdy przekręcamy flet do siebie, od siebie i we wszelkich innych kierunkach, jak dźwięk „zaostrza” się, gdy ścieśniamy usta grając bardzo wąskim i skupionym strumieniem powietrza. Po dłuższym graniu, ostatecznie wypracujemy swoją własną barwę. Od samego początku trzeba się nauczyć i przyzwyczaić do oddychania z użyciem przepony. Nie dość, że tak jest na dłuższą metę zdrowiej, to dodatkowo w muzyce irlandzkiej przyda nam się to do tworzenia charakterystycznego dla niej „pulsu”. Na początku, z pewnością będzie brakowało nam oddechu i, mimo najszczerszych chęci okupionych zawrotami głowy, dźwięk nadal będzie słaby i pełen powietrza. Cierpliwości! Przy regularnym ćwiczeniu, z czasem wszystko się unormuje i udoskonali. Kiedy pojedyncze długie dźwięki są już stabilne i ładne, można zacząć pracować nad konkretnymi melodiami - polecam od razu wziąć się za proste utwory taneczne. Bardzo pomaga tu wcześniejsze doświadczenie w grze na tin whistle (flażolecie), na którym chwyty są w znakomitej większości takie same jak na flecie w systemie prostym. Dzięki temu, gdy technika manualna jest już znajoma, możemy więcej uwagi poświęcić barwie, oddychaniu, frazowaniu, pulsacji. Na początek dobrze jest wybrać coś prostego, co pozwoli nam się skupić na samych podstawach, bez zaprzątania sobie głowy (przynajmniej jeszcze nie na tym etapie) skomplikowanymi „ozdobnikami” czy innymi technikami artykulacyjnymi. Artykulacja to, w muzyce irlandzkiej, zagadnienie dość specyficzne, szerokie i różnorodnie pojmowane. Są różne szkoły, ale zgodnie z tą, która jest mi najbliższa i która - moim zdaniem - wyrabia dobre nawyki podczas początkowych ćwiczeń: dmie się domyślnie legato a więc stałym strumieniem powietrza. Rzadko oddziela się poszczególne dźwięki językiem, najczęściej stosując w celu uzyskania pożądanych efektów przeróżne irlandzkie techniki artykulacyjne takie jak cut, tap, roll, crann itp. To podejście, zupełnie inne niż w muzyce klasycznej, ma swoje korzenie w irlandzkiej tradycji dudziarskiej, która została „przetłumaczona” na wiele, nie tylko dętych, instrumentów stosowanych w ITM. Tradycyjna muzyka irlandzka to w znakomitej większości muzyka taneczna, niegdyś grana tylko i wyłącznie do tańca. Nie ma w niej rzeczy ważniejszej niż granie równo i rytmicznie (z odpowiednią pulsacją). Specyficzna artykulacja osiągana za pomocą irlandzkich „ozdobników” również służy przede wszystkim tworzeniu i podkreślaniu rytmu. „Ozdobniki” w cudzysłowie, bo de facto nie są to ozdobniki w klasycznym znaczeniu, a raczej techniki artykulacyjne, których celem jest właśnie wspomaganie rytmu. Bardzo pomocny w ćwiczeniach z tego zakresu jest metronom. Na początku może on wydawać się maszyną z piekła rodem, która tylko przeszkadza, lecz po niedługim czasie stanie się on naszym najlepszym przyjacielem i sprzymierzeńcem w graniu ITM. Jeżeli gramy muzykę irlandzką już od jakiegoś czasu i uważamy, że metronom jest nam niepotrzebny, proponuję zastosować prosty test na równy, wyraźny rytm: jeżeli ktoś (w domyśle prawie każdy), słuchając naszej gry, zaczyna rytmicznie przytupywać, czy nawet podrygiwać, to najprawdopodobniej idziemy w dobrym kierunku (w takim przypadku cóż nam szkodzi konfrontacja z metronomem?). Jeżeli nic takiego się nie dzieje, a słuchacze dostrzegają jedynie naszą szybkość, zastanówmy się gdzie leży przyczyna. Najprawdopodobniej jeszcze trochę pracy przed nami. Flet irlandzki to trudny i zazdrosny instrument. Ma dni gorsze i lepsze, (choć, tak naprawdę, przeważnie to my je mamy). Powiedzmy to sobie na samym początku i nie zrażajmy się! Bułka z masłem to nie będzie, ale pewnego dnia, jak już wszystko pięknie zagra, każda godzina ćwiczenia będzie nam wynagrodzona z nawiązką! Instrument ten nie należy do szczególnie wygodnych i wymaga treningu mięśni ust, które zwykle nie są mocno rozwinięte pod względem kondycyjnym, jednak regularne ćwiczenia pozwalają uzyskać formę niezbędną do wydobycia dobrego dźwięku i operowania nim podczas gry. Regularność ćwiczeń jest tu kluczem, a czas ich trwania oraz jakość są z ta regularnością nierozerwalnie powiązane. Tytułem wstępu, skromnie doradzał Witek Kulczycki (Barfly)
|