|
Wędrowiec Feaorn, skromny kronikarz Bydgoskiego Klubu Fantastyki MASKON, zwany skądinąd Jakubem, do usług! Daruję Wam, drodzy Podróżnicy, pełną historię krótkiego żywota mego, bo i zamęczać Was nie pragnę, a też i skorym do jej spisywania specjalnie nigdy nie byłem. Może któregoś dnia spotkamy się przy brzmieniu muzyki, to i opowieścią jakąś uraczę, rąbka tajemnic, mocy przygód i filozofowania uchylając. Zacznę może tak: żaden ze mnie pan, ni mistrz rzemiosła muzycznego, acz człek szary, lecz muzykę miłujący, również sztukę rysunku amatorsko – wedle weny - zgłębiający. A muzyka owa, zwana celtycką, od lat moich najmłodszych w takiej, czy innej formie była mi schronieniem. Przyznam, że w dzieciństwa czasach wsłuchiwałem się weń dość nieświadomie... Któż wówczas słyszał o Celtów ludach? Jednak powiadam Wam, nie ma w świecie przypadków! Wkrótce celtyckie elementy utworów Mike'a Oldfielda - jako to ziarno swoiste – zasadzone w wieku moim lat bodajże czterech wkrótce zaczęło dawać owoce, gdy tym, czy innym sposobem zdobywałem z czasem kolejne utwory muzyki irlandzkiej czystsze w formie. Do dziś przebaczyć sobie nie mogę, że tak późno od nut posłyszanych do ich samodzielnego, aktywnego przelewania przystąpiłem. Oto, pewnego dnia, po wielu latach niespełnionych marzeń, powziąłem animusz swój cały, serce i wolę, i jako hobbit Bilbo dawnymi czasy uczynił, za próg domu wyszedłem bez chustki do nosa ku nowej przygodzie! Zakupiłem swego pierwszego Feadoga, wkrótce potem potężnego, "conanowego" Howarda... Z czasem, gdy pierwsze elementy sztuki whistlarskiej rodziły się we mnie, na horyzoncie zapłonęło jedno, inne jeszcze światełko - piękne marzenie! Cóż by to była za radość, by móc nie tylko grać, ale i zbudować swój własny instrument, którego natura byłaby jeszcze bliższa memu sercu! Ojciec mój zacny, w sztuce machin, narzędzi i wynalazków biegły, przyszedł mi z pomocą, by nadawać kształt whistlom nowym, "tinom" i "lołom", nazywać, tworzyć... ...Przypadek? Bynajmniej! Łaskawy los umożliwił mi spotkanie wspaniałych artystów sztuki muzycznej – członków znakomitych zespołów, jak Danar, czy Beltaine. Ponadto, nie sposób mi nie wymienić imienia zacnego bywalca tutejszego forum – Barfly’a, którego niesamowite zaufanie, jakim obdarzył naszą skromną drużynę budowniczych, doświadczenie i mądrość bardzo pomogły w naszej podróży. Dziękuję Wam za nieocenione nauki i muzykę!... ...A wiedzieć musicie, że jeszcze szmat drogi przede mną. Ot i powód, dla którego tu jestem! Niechaj Wasze Drogi, nawet gdy kręte, jasne będą, Podróżnicy!
|