Adidadi

 Image

Zamiłowanie moje do muzyki celtyckiej narodziło się kiedy miałem lat kilkanaście. Szczerze powiedziawszy nie wiem skąd się wzięło, choć wydaje mi się, że znam tą muzykę od zawsze. Moim ulubionym gatunkiem owego czasu był szeroko pojęty metal i jego pochodne. Podejrzewam, że gdzieś tam w moim otoczeniu, miałem okazję słyszeć jakieś rytmy celtów, choć nie potrafiłem ich nazwać i określić. Mniej więcej w tym okresie zacząłem grać na gitarze akustycznej. Miałem nawet przez jakiś czas gitarę elektryczną, lecz jakoś nie przypadła mi do gustu. Pozostałem więc przy pudle, z którym czułem się dużo swobodniej. Mimo to, dalej słuchałem ciężkiego brzmienia. Jednymi z moich ulubionych zespołów były: Rhapsody, Stratovarius i Blind Guardian.Nadszedł jednak dzień, w którym nastąpił przełom.

Pewnego dnia zobaczyłem w telewizji koncert Michael'a Flatley'a i Riverdance. Słuchając tej muzyki w końcu zrozumiałem do czego chcę dążyć w mej muzycznej podróży. Pochwaliłem się swoim "nowym"zamiłowaniem jednemu z kolegów, a on niespodziewanie przyniósł mi dnia następnego pożyczone od kogoś płyty z muzyką celtycką. Były tam Riverdance, Shooglenifty i trzy albumy Shannon'a. Na tej właśnie muzyce dojrzewałem w mym celtycko-muzycznym dzieciństwie. Tak oto zaczęła się moja pasja, która z czasem rosła w siłę.

Potrafiłem wtedy już to i owo zagrać na gitarze. Moim marzeniem było właśnie granie muzyki celtyckiej, ale wiedziałem, że po pierwsze nie jestem zbyt dobry technicznie, a po drugie nie jestem jeszcze dość osłuchany i dojrzały w tej materii muzycznej. Postanowiłem więc, że będę cierpliwy i dam sobie czas na zrozumienie tej muzyki i poszerzenie wiedzy o niej. Poznawałem więc przez kilka następnych lat kolejnych wykonawców, a wraz z nimi, style i techniki. Pewnego dnia, pod wpływem którejś z aktualnie słuchanych melodii, wziąłem do ręki mój szkolny plastikowy flet. Zacząłem próbować i tak powoli zaczęło mi coś wychodzić(przypomniało mi się, że paradoksalnie w liceum z muzyki miałem 3 za grę na flecie Smile).

I tak grałem sobie sporadycznie przez czas jakiś, nie zaniedbując oczywiście gitary, i pewnie nic by z tego nie wyszło, gdyby nie mój wyjazd do Wielkiej Brytanii w okresie początkowej jeszcze pracowniczej ekspansj Polski na wyspiarskie ziemie Albionu. Nie wziąwszy ze sobą gitary, musiałem znaleźć sobie inny instrument by wyładowywać moją muzyczną energię. Do tego musiał być tani, gdyż nie miałem przez jakiś czas pracy, a za to miałem dużo wolnego czasu. Poszedłem więc do sklepu muzycznego i po dłuższym rozeznaniu nabyłem dwa tin whistle w C i D za małe pieniądze. Po powrocie do domu puściłem sobie jakieś wolne kawałki grane przez carrantuohill i zacząłem je ćwiczyć. I tak się zaczęło. Za jakiś czas zamówiłem sobie zestaw Bb, C ,D Susato, ale mi nie pasował. Kupiłem więc trzy Dixony w takich samych tonacjach i gram na nich aż do dziś.

Aktualnie posiadam jeszcze Kerry Chieftain V3 Low D i Burke Low C. Oczywiście mam zamiar kupić sobie jeszcze więcej. Jeśli chodzi o inne instrumenty, na których chciałbym grać (i zamierzam, jak będę bogatszy), to wymienić tu mogę na pewno dudy, bombardę, akordeon, saksofon sopranowy i wiele innych. Póki co, odkrywam tajniki nieco bardziej egzotycznych instrumentów ,takich jak "a go go", "cajon" czy "djembe". Ostatnio ćwiczę też trochę grę na harmonijce ustnej.

Co do kariery muzycznej, to w skrócie powiem, że brałem udział w kilku występach, konkursach i festiwalach, grając różną muzykę(na gitarze) i czasami nawet zdobywając jakieś nagrody. Z whistalami wystąpiłem po raz pierwszy ponad rok temu, grając koncert z okazji Dnia Świętego Patryka. Występ zakończył się tańcami irlandzkimi i był moim pierwszym sukcesem związanym z tą muzyką. Niestety nie kontynuowałem współpracy z zespołem, z którym występowałem, gdyż skrzypek (człek doświadczony zarówno życiowo jak i muzycznie) potrafił grać tylko z nut, co wręcz uniemożliwiało robienie aranżacji, bądź improwizowanie. Do tego, jego dominantą była ITM, a ja chciałem grać coś bardziej z pazurem i nutą eklektyzmu, gdyż od pewnego czasu zacząłem się interesować innymi, przeróżnymi rodzajami muzyki folkowej, z których także czerpię inspirację.

Od tamtej pory nie występowałem publicznie (chyba, że dla znajomych). Cierpię na deficyt ludzi w moim otoczeniu, którzy podzielaliby moją pasję. Na szczęście istnieje nasze whistlerskie forum, dzięki któremu nauczyłem się wielu rzeczy i "poznałem" ciekawych i doświadczonych muzyków (niech żyje wirtualna rzeczywistość!!!). Od niedawna gram w takim jednym zespole muzykę, którą określiłbym dyplomatycznie neofolkiem. Nie jest to to, o czym marzyłem, ale na razie mnie satysfakcjonuje. Na mój własny wymarzony projekt, będę musiał jeszcze najwyraźniej poczekać.

Mam nadzieję, że nie zanudziłem nikogo tymi strzępami historii mojego nędznego żywota.

 
następny artykuł »
 

Menu
Home
Nowości
Whistle
Flet Irlandzki
Artykuły
Nasze sylwetki
Imprezy
Linki
Kontakt
Szukaj
Forum
Księga gości
Ankieta
Na czym grasz?
 





Nie pamiętam hasła
Licznik
gości: 471487